Już jego pierwsze kontakty z muzyką miały pozostawić w nim trwały ślad pod postacią nielichego rozdarcia dotyczącego oceny odbieranych wrażeń dźwiękowych (mama katowała go murzyńskim disco, rodem z lat 70tych, ojciec natomiast wolał Led Zeppelin). Z tej wybuchowej mieszanki wyłonił się pocieszny berbeć, który truchlał za każdym razem ilekroć widział łysego klawiszowca z zespołu "Kombi" lub gdy słyszał (przejmujący go do głębi) aksamitny głos Krzysztofa Cugowskiego. Na początku lat 90tych rodzice posłali go do szkoły muzycznej aby opanował grę na fortepianie, jednak dziwnym zrządzeniem losu w tym samym roku (z okazji 1szej Komunii) otrzymał w prezencie od swych dziadków radziecki akordeon i tym samym cały ambitny plan rodziców licho strzeliło. Epizody tego typu można by mnożyć bez końca, dość jednak powiedzieć, że w okolicach '99go roku Stash zobaczył na MTV teledysk "You Don't Know Me" Armanda Van Heldena co miało dość radykalnie odmienić jego wrażliwość muzyczną. Zaczął ochoczo uczęszczać na potańcówki w swym mieście, a na przełomie roku 2002/2003 sprawił sobie dziadowskie decki Numarka. Od tego czasu jego zainteresowania muzyczne dość mocno ewoluowały, cały czas jednak oscylując wokół szeroko pojętego house'u. Aktualnie największą radochę sprawia mu granie electro-house'ów, jednak jak sam mówi: "z przerażeniem obserwuję u siebie tendencję do kupowania płyt, w których nieraz punkowa wręcz gitara basowa gra pierwsze skrzypce".